Rozdział 5
Gdy wstałam Monika i Karolina już nie spały.
-Heejka.-Ja.
-No heej.-Kari.
-Heej.-Monia.
-Patrycja jeszcze śpi??-Ja.
-Chyba tak.-Monia.
-A wie ktoś w ogóle, o której ona wróciła??-Kari.
-Nie.-Monia.
-Pewnie odsypia wczorajszy wieczór z Błażejem.-Ja.
-Noo.-Kari.
-To jak idziemy ją obudzić??-Monia.
-No nie wiem.-Kari.
-Chociaż sprawdźmy czy wróciła na noc.-Monia.
-Ok.-Kari.
Poszłyśmy do Patrycji sypialni.
-Nie ma jej.-Ja.
-Pewnie jest u Błażeja.-Monia.
-Nom.-Kari.
-Monika chyba twój telefon dzwoni.-Ja.
-To Błażej. Pewnie chce nam powiedzieć, że Patrycja jest u niego.-Monia.
Odebrała telefon i wyszła z kuchni.
-Mam nadzieję, że jej nic nie jest.-Ja.
-No ja też.-Kari.
Po kilku minutach do kuchni wpadła spanikowana Monika.
-MATKO BOSKA!!!! WIECIE CO SIĘ STAŁO!?!?!?!-Monia.
-Co takiego!?!?!?-Ja.
-PA... PA...-Monia.
-No powiedz w końcu!!!-Kari.
-PATRYCJA JEST W SZPITALU!!!!!-Monia.
-COO!?!?!?!?-Kari.
-ALE DLACZEGO!?!?!? CO SIĘ STAŁO!?!??! JAK TO!?!?-Ja.
-Powiem wam wszystko po drodze! Jedziemy do szpitala!!-Monia.
Zatkało mnie. Zatkało mnie nie mogłam w czasie drogi powiedzieć, ani słowa. Okazało się, że jak
Błażej i Patrycja wracali do domu, jakiś PIERDOLONY pijany kierowca przejechał na czerwonym
świetle i wpadł w taksówkę, w której byli Błażej i Patrycja!!!!
-Jak spotkam tego JEŁOPA!! To na sto procent walnę w pysk, a potem mu wygarnę!!-Ja.
Gdy dojechałyśmy na miejsce od razy pobiegłyśmy na salę, gdzie leżała Patrycja. Przed jej salą
stał Błażej, który tylko ni wielkie zadrapania i zwichniętą rękę.
-Hej!-Ja.
-Cześć!-Monia.
-Heej!-Kari.
-Heeej wam!!-Błażej.
-I jak z nią??-Ja.
-No już teraz trochę lepiej.-Błażej.
-To dobrze.-Ja.
Odetchnęłyśmy z ulgą.
-Ma jakieś poważne obrażenia??-Monia.
-Złamana ręka i kilka zadrapań.-Błażej.
-To i tak dobrze. Jakby stało się coś poważniejszego... nie nawet nie chcę o tym myśleć.-Monia.
-Dobra to chodźmy do niej.-Kari.
-Tak, nie pozwólmy jej czekać.-Ja.
Weszłyśmy do środka. Patrycja leżała z noga do góry, a podtrzymywała ją... nie wiem jak to się
nazywa. Z twarzy było widać, że jest słaba, a co się dziwić po takim wypadku.
-Heej! I jak się czujesz??-Ja.
-A wiesz bywało lepiej.-Pati.
-Dobrze, że nie doznałaś większych obrażeń.-Monia.
-Noo.-Westchnęła ciężko.
-Ale dobra nie rozmawiajmy o tym co było. Pomówmy o tym co jest.-Kari.
-No fakt. To co tam u was??-Pati.
-A no wiesz, nie ma o czym mówić. Same nudy.-Monia.
-Lepiej opowiedz jak tam randka z Błażejem??-J.
-A no wiesz. No... fajnie było.-Pati.
-Tylko fajnie??? Jesteś pewna??-Zmierzyłam ja wzrokiem.
-No dobra było bosko!!!-Pati.
-I to chciałam usłyszeć.-Ja.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Chce wam się pić??-Ja.
-No tak trochę, a co??-Pati.
-Bo ja idę i chciałam wiedzieć czy wy też chcecie.-Ja.
-Weź mi.-Kari.
-Okej.-Ja.
Wyszła z sali po picie. Musiałam przejść na koniec korytarza, żeby ją wziąć. Byłam tak zamyślona,
że nie za uwarzyłam jakiegoś chłopaka i na niego wpadłam.
-Och przepraszam nie chciałam.-Ja.
-Nie, to moja wina.
Spojrzałam na niego. To był ten sam chłopak co spał u mnie w domu po imprezie.
-To znowu ty??-Ja.
-To samo pytanie mogę ci zadać.
-Co ty tu robisz??-Ja.
-A co się robi w szpitalu??
-No tak. Muszę przyznać, mój błąd.-Ja.
-Wiesz... yyy... no ja nie chcę się kłócić.
-No dobra ja też nie.-Ja.
-No to od nowa. Tak jakby nigdy tego nie było.
-Okej. Mi pasuje.-Ja.
-Jestem Adam, miło mi. Hahaha.
-Mi też, Kornelia.
-Co Kornelia??-Adam.
-Ja mam tak na imię. Hahaha.
-Acha. Naprawdę ładne.-Adam.
-Dziękuję. Wiesz my tu gadu gadu, a na mnie czekają przyjaciółki.-Ja.
-Okej. Nie ma sprawy. Ja też już muszę iść.-Adam.
-No to musimy się pożegnać.-Ja.
-No nie mamy wyjścia.-Adam.
-To papapa.-Ja.
-Papa.-Adam.
I odeszłam. On wcale nie jest taki zły. Nawet jest trochę ładny, ale tylko trochę.
-Wróciłam!
-Noo, gdzie ty byłaś??-Pati.
-Kolejka po picie była baardzoo dłuugaa.-Ja.
-Taa... To kogo tam spotkałaś?? -Pati.
-Nikogo.-Ja.
-Na pewno?? Wróciłaś bardzo szczęśliwa.-Kari.
-No na prawdę. Nie wierzycie mi??-Ja.
-Wierzymy. Tylko my się znamy i widzimy po twojej minie, że kogoś poznałaś i nas oszukujesz, bo
próbujesz to ukryć.-Monia.
-Ale ja nic nie ukrywam. Naprawdę.-Ja.
-No dobra, damy ci spokój, ale i tak dowiemy się kto to jest.-Pati.
-Nie dowiecie, bo ta osoba nie istnieje.-Ja.
-A gdzie masz wodę??-Kari.
- O matko zostawiłam.. yyy.-Ja.
-Tak słuchamy, gdzie mogłaś zostawić wodę.-Pati.
-Ja naprawdę ja zostawiłam, bo... bo rozmawiałam z ... yyy... Błażejem!! Tak z Błażejem, a z kim
innym.-Ja.
-No dobra, tym razem znalazłaś wymówkę.-Monia.
-A może wiesz kiedy wrócisz do domu??-Ja.
-No za jakieś dwa tygodnie.-Pati.
-To sobie tu trochę poleżysz.-Ja.
-Nom.-Pati.
Siedziałyśmy z Patrycja jeszcze jakieś dwie godziny. Potem pojechałyśmy do domu. Od razu
poszłam spać.
-Nie ma jej.-Ja.
-Pewnie jest u Błażeja.-Monia.
-Nom.-Kari.
-Monika chyba twój telefon dzwoni.-Ja.
-To Błażej. Pewnie chce nam powiedzieć, że Patrycja jest u niego.-Monia.
Odebrała telefon i wyszła z kuchni.
-Mam nadzieję, że jej nic nie jest.-Ja.
-No ja też.-Kari.
Po kilku minutach do kuchni wpadła spanikowana Monika.
-MATKO BOSKA!!!! WIECIE CO SIĘ STAŁO!?!?!?!-Monia.
-Co takiego!?!?!?-Ja.
-PA... PA...-Monia.
-No powiedz w końcu!!!-Kari.
-PATRYCJA JEST W SZPITALU!!!!!-Monia.
-COO!?!?!?!?-Kari.
-ALE DLACZEGO!?!?!? CO SIĘ STAŁO!?!??! JAK TO!?!?-Ja.
-Powiem wam wszystko po drodze! Jedziemy do szpitala!!-Monia.
Zatkało mnie. Zatkało mnie nie mogłam w czasie drogi powiedzieć, ani słowa. Okazało się, że jak
Błażej i Patrycja wracali do domu, jakiś PIERDOLONY pijany kierowca przejechał na czerwonym
świetle i wpadł w taksówkę, w której byli Błażej i Patrycja!!!!
-Jak spotkam tego JEŁOPA!! To na sto procent walnę w pysk, a potem mu wygarnę!!-Ja.
Gdy dojechałyśmy na miejsce od razy pobiegłyśmy na salę, gdzie leżała Patrycja. Przed jej salą
stał Błażej, który tylko ni wielkie zadrapania i zwichniętą rękę.
-Hej!-Ja.
-Cześć!-Monia.
-Heej!-Kari.
-Heeej wam!!-Błażej.
-I jak z nią??-Ja.
-No już teraz trochę lepiej.-Błażej.
-To dobrze.-Ja.
Odetchnęłyśmy z ulgą.
-Ma jakieś poważne obrażenia??-Monia.
-Złamana ręka i kilka zadrapań.-Błażej.
-To i tak dobrze. Jakby stało się coś poważniejszego... nie nawet nie chcę o tym myśleć.-Monia.
-Dobra to chodźmy do niej.-Kari.
-Tak, nie pozwólmy jej czekać.-Ja.
Weszłyśmy do środka. Patrycja leżała z noga do góry, a podtrzymywała ją... nie wiem jak to się
nazywa. Z twarzy było widać, że jest słaba, a co się dziwić po takim wypadku.
-Heej! I jak się czujesz??-Ja.
-A wiesz bywało lepiej.-Pati.
-Dobrze, że nie doznałaś większych obrażeń.-Monia.
-Noo.-Westchnęła ciężko.
-Ale dobra nie rozmawiajmy o tym co było. Pomówmy o tym co jest.-Kari.
-No fakt. To co tam u was??-Pati.
-A no wiesz, nie ma o czym mówić. Same nudy.-Monia.
-Lepiej opowiedz jak tam randka z Błażejem??-J.
-A no wiesz. No... fajnie było.-Pati.
-Tylko fajnie??? Jesteś pewna??-Zmierzyłam ja wzrokiem.
-No dobra było bosko!!!-Pati.
-I to chciałam usłyszeć.-Ja.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Chce wam się pić??-Ja.
-No tak trochę, a co??-Pati.
-Bo ja idę i chciałam wiedzieć czy wy też chcecie.-Ja.
-Weź mi.-Kari.
-Okej.-Ja.
Wyszła z sali po picie. Musiałam przejść na koniec korytarza, żeby ją wziąć. Byłam tak zamyślona,
że nie za uwarzyłam jakiegoś chłopaka i na niego wpadłam.
-Och przepraszam nie chciałam.-Ja.
-Nie, to moja wina.
Spojrzałam na niego. To był ten sam chłopak co spał u mnie w domu po imprezie.
-To znowu ty??-Ja.
-To samo pytanie mogę ci zadać.
-Co ty tu robisz??-Ja.
-A co się robi w szpitalu??
-No tak. Muszę przyznać, mój błąd.-Ja.
-Wiesz... yyy... no ja nie chcę się kłócić.
-No dobra ja też nie.-Ja.
-No to od nowa. Tak jakby nigdy tego nie było.
-Okej. Mi pasuje.-Ja.
-Jestem Adam, miło mi. Hahaha.
-Mi też, Kornelia.
-Co Kornelia??-Adam.
-Ja mam tak na imię. Hahaha.
-Acha. Naprawdę ładne.-Adam.
-Dziękuję. Wiesz my tu gadu gadu, a na mnie czekają przyjaciółki.-Ja.
-Okej. Nie ma sprawy. Ja też już muszę iść.-Adam.
-No to musimy się pożegnać.-Ja.
-No nie mamy wyjścia.-Adam.
-To papapa.-Ja.
-Papa.-Adam.
I odeszłam. On wcale nie jest taki zły. Nawet jest trochę ładny, ale tylko trochę.
-Wróciłam!
-Noo, gdzie ty byłaś??-Pati.
-Kolejka po picie była baardzoo dłuugaa.-Ja.
-Taa... To kogo tam spotkałaś?? -Pati.
-Nikogo.-Ja.
-Na pewno?? Wróciłaś bardzo szczęśliwa.-Kari.
-No na prawdę. Nie wierzycie mi??-Ja.
-Wierzymy. Tylko my się znamy i widzimy po twojej minie, że kogoś poznałaś i nas oszukujesz, bo
próbujesz to ukryć.-Monia.
-Ale ja nic nie ukrywam. Naprawdę.-Ja.
-No dobra, damy ci spokój, ale i tak dowiemy się kto to jest.-Pati.
-Nie dowiecie, bo ta osoba nie istnieje.-Ja.
-A gdzie masz wodę??-Kari.
- O matko zostawiłam.. yyy.-Ja.
-Tak słuchamy, gdzie mogłaś zostawić wodę.-Pati.
-Ja naprawdę ja zostawiłam, bo... bo rozmawiałam z ... yyy... Błażejem!! Tak z Błażejem, a z kim
innym.-Ja.
-No dobra, tym razem znalazłaś wymówkę.-Monia.
-A może wiesz kiedy wrócisz do domu??-Ja.
-No za jakieś dwa tygodnie.-Pati.
-To sobie tu trochę poleżysz.-Ja.
-Nom.-Pati.
Siedziałyśmy z Patrycja jeszcze jakieś dwie godziny. Potem pojechałyśmy do domu. Od razu
poszłam spać.
I jak wam się podoba??? ;** przepraszam,że tak długo nie dodawałam posta, ale byłam strasznie zajęta. Wybaczcie ;***
OdpowiedzUsuń